O mnie

Od Mały Chiński Piesek - AFRA
Piotrek Augustyn / CIAHO - rocznik 1982. Okres dziecięcy jakoś szybko przeminął i po prawdzie niewiele z niego pamiętam. Widocznie były to lata beztroskie i tym samym szczęśliwe:) Skończyłem jakąś tam szkołę średnią, po czym w przypływie nadmiernego zaufania do systemu edukacji, wybrałem się na studia. Kierunek obrałem mdły i absolutnie pozbawiony sensu, po pięciu latach obroniłem pracę magisterską mającą w tytule ideę demokratycznego państwa prawnego w konstytucjonaliźmie polskim – czyli ni jak nie pasującą do rzeczywistości. Równie dobrze mogłem pisać o rozwoju obcej inteligencji. Choć na spotkanie inteligentnego życia w odległych układach słonecznych, ciągle jak najbardziej możemy mieć na dzieje, a na życie w demokratycznym państwie prawa jakoś już chyba nie bardzo.

Od Kaukaz i Elbrus 2006
Nie zważając jednak na powyższe, okres studencki niezmiennie wspominam z bananem na twarzy. Był to czas imprez do rana, człek budził się w dziwnych miejscach z ludźmi którzy poprzedniego wieczora byli obcy, a rano już mieli status rodziny. Zdarzały się całonocne wymiany poglądów przy tanim winie, spacery do świtu, spontaniczne wyjazdy. Czasem wstawałem rano i ze zdziwieniem stwierdzałem że w telewizji leci Teleekspres...
Przede wszystkim był to jednak czas, kiedy obudziła się we mnie potrzeba drogi. W pewne wakacje wraz ze Szpilą doszliśmy do wniosku że nie ma co trzech wolnych miesięcy spędzać w domu. Nie mieliśmy co prawda żadnych pieniędzy na wyjazd, ale mieliśmy rowery i to wystarczyło. Pojechaliśmy z Gdańska do Pragi i był to najlepiej spędzony czas w dotychczasowym życiu. Szybko stało się jasne że, jeśli lepiej się przygotujemy to w podróżowaniu ograniczają nas głównie chęci i determinacja. Po Pradze był wyjazd nad Adriatyk, a jeszcze później na Kaukaz. Za każdym razem przesuwaliśmy pewną granicę.
Od ROK 2010 czyli - dzida tszoda i najepka
Ponoć droga jest celem, wiem że dla niektórych potrafi też być domem, czasem wręcz całym życiem. Po drodze zaczynasz odkrywać jak nierealna i sztuczna jest codzienna egzystencja. Zauważasz jak abstrakcyjna jest potrzeba posiadania kina domowego, telefonu komórkowego ze wspomaganiem kierownicy, i 48 rat zero procent na kolejną pierdołę której nie potrzebujesz bo i tak przecież nie masz nawet czasu żeby przeczytać w spokoju książkę. Dochodzisz do wniosku że na cholerę człowiekowi 40 calowy telewizor z rozdzielczością HD skoro nie potrafi on dostrzec świata który ma za oknem. Po drodze zaczynasz doceniać takie banały jak ciepłe skarpetki, suchy nocleg, szczery uśmiech pani która podarowała Ci arbuza, beztroską radość dziecka bawiącego się patykiem. Cieszy każdy pokonany kilometr, każdy posiłek w dobrym towarzystwie, każde odwiedzone miasto.... aż w końcu każdy przeżyty dzień. Trochę o tym ma ten blog traktować – o radości przeżytego dnia w podróży.

Jak każdy mam milion rzeczy które mnie ograniczają, podcinają skrzydła i poniewierają wymarzonymi pomysłami. Ale raz na jakiś czas muszę wybyć z domu żeby poczuć realność świata i nie zwariować.


Pozdro dla wszystkim którym chciało się przeczytać:P
Od AOWD chmielno 2 września 2012