piątek, 17 lipca 2015

Mikołajki

Od Mikołajki 27 czerwca 2015
Po zaoraniu Suwalszczyzny motocyklem po raz już kolejny upewniłem się, że żyjemy w jednym z najpiękniejszych regionów świata. Fakt, że na wakacje ciśniemy do Egiptu podziwiać piach, smażąc się jak frytki na starym oleju, jest o tyle zrozumiały, że faktycznie czasem brakuje nam słońca. Ale mam wrażenie, że gdyby egipscy lokalsi zobaczyli nasze lasy, góry i jeziora to mocno by zdębieli: Po jaką cholerę te białasy przyjeżdżają na tą brudną pustynię?!

W tym roku w obawie przed zemstą faraona i muzłumańskich braci dozujących miłość do allacha z AK47 ukryliśmy się z rodziną w Mikołajkach. I było tam pięknie: Krzyżackie zamki były, rejs po jeziorku, baseny, sauny, place zabaw dla maluczkich - wszystko czego dusza zapragnie na wakacjach. Poza słońcem oczywiście. Tego nie było wcale. Mimo tego wrażenia z wyjazdu mamy przednie, wypoczęliśmy do syta napawając się widokami Polskiej ziemi. Gorąco polecam.
TAC Mikołajki 2015 from Ciaho on Vimeo.

PS. A w przerwie między wyjazdami wpadłem na mojego ulubionego archeologa:)
Od Tusz i ołówek

poniedziałek, 29 czerwca 2015

1000km Suwalszczyzny.

Od Suwalszczyzna szuterkami
Od dawna wiem że nie umiem wypoczywać na plaży, nie ogarniam też zalegania na kanapie przed szklanym ekranem. Taka wada genetyczna. Za to oglądanie świata z kanapy Afryki to zdecydowanie aprobowalna forma wypoczynku.
Od Suwalszczyzna szuterkami

Dobre towarzystwo, szutry, piękne polskie krajobrazy, pył, pot, smar do łańcucha i kiełbasa z ogniska: ot moja definicja udanych wakacji:)
Wielkie dzięki dla Młodego i Gonza za gościnność i przewodnictwo po okolicznych szutrach.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Święto grila

Ogólno-Polskie dni Grila za nami.

Odhaczyliśmy właśnie długi weekend majowy i czerwcowy.  W kalendarzu niby na czerwono, ale chyba już nikt nie pamięta dla czego - liczy się tylko tyle, że jest wolne i w Biedzie kiełbaska w promocji  za 2,99 (49% mięsa!!!). Szał ciał.
Niby jakieś uszczypliwe podśmiechujki uskuteczniam ale fakt, że sam kiełbę z rusztu z zadowoleniem wtrząchnąłem:) Po maratonie zdrowego odżywiania był to spory szok dla organizmu.
Od Łeba wiosennie 2015

Nie było czasu na spanie ale były wspaniałe emocje, wesołe towarzystwo i parę gadów co to dawno wymarły.

Zapraszam na kompilację z Gdańska, Konarzyn, Łeby (Kacze Stawy - wspaniałe miejsce - gorąco polecam na wypoczynek z dziećmi).

the chronicles of A - SPRING 2015 from Ciaho on Vimeo.



P.S.
Popełniony w międzyczasie LEON ZAWODOWIEC

Od Tusz i ołówek


piątek, 13 marca 2015

Suma oddechów

Od Tusz i ołówek
Czasu jest mało, zawsze za mało. Masz dzieci to doskonale wiesz, że ostatni normalny posiłek to zjadłeś na pogrzebie ciotki albo weselu kuzyna. Normalnie to wciągasz w pośpiechu nad zlewozmywakiem resztki których nie chciały twoje pociechy. Pamiętasz ostatni film obejrzany w kinie… co też „Milczenie owiec”? Teraz już trzyminutowy trailer jest przydługi. Czytanie książek, dobre żarty. Książkę to sobie możesz co najwyżej pod nogę od stołu podłożyć, mniej się będzie gibał.

Pamiętam jaki byłem naiwny wybierając się na studia. Pomyślałem, że teraz się życie skończyło, teraz to już nie będzie czasu na nic. Będę teraz tylko się garbił nocami z nosem w ustawach, a w dzień przesiadywał na uczelni. Oczywiście byłem w błędzie bo później przyszła pierwsza praca i przez myśl mi przeszło, że ło cho cho teraz to dopiero kaplica, nie będzie nawet czasu na to by pomyśleć o tym, że nie ma czasu. Byłem w głupim błędzie wynikającym z niewiedzy. Ale przyszedł na świat Mat i zagiął czasoprzestrzeń po to tylko by pokazać, że moja koncepcja braku czasu była mocno nieścisła i tym samym zdefiniował ją na nowo. Oczywiście wtedy uważałem, że wiem już wszystko o tym jak to nie mam czasu na nic, lecz los przyszedł z pomocą i na świat wydał DEJVA, a ten Mata definicję braku czasu wypieprzył do kosza. Taki Lajf, nic nie zrobisz. 

Ale nie o tym, nie o tym, nie o tym zupełnie chciałem.
Chciałem bowiem o priorytetach. Wstęp był tylko po to by pokazać, że z czasem obowiązków tylko przybywa a doba powszechnie ma 24 godziny i średnio daje się rozciągnąć. Wiadomo, że to nic nowego, wszystko ładnie sobie w planie dnia upychamy bo żyć jakoś trzeba. Śpimy mniej, jeździmy szybciej, jemy prosto i niezdrowo, kulturalnych rozrywek zero… a jedyna chwila zadumy dopada nas w korku lub na sraczu. 

Narysowałem ostatnio Angelinę, spędzając nad rysunkiem dwa wieczory. Kosztem snu oczywiście. Naszła mnie w tym czasie taka refleksja: czy warto rezygnować ze snu dla rysunku? Odpowiedź jest bardzo prosta. Oczywiście, że warto! Kiedyś rysowałem więcej ale często bez pomysłu i niechlujnie. Teraz bardziej się przykładam bo wiem, że nie mam już czasu na niechlujne rysunki. Im mniej czasu tym bardziej liczy się każda minuta, warto wycisnąć z niej jak najwięcej radości i satysfakcji. Nie jest to wpis tylko o rysowaniu, a o bieganiu, czytaniu, jeżdżeniu motocyklem,o zabawie z dziećmi, o zupełnie innej zabawie z Żoną, o górach, o morzu, o potrzebie przestrzeni.  Czuję że muszę robić rzeczy, które mnie cieszą. Mimo wszystko znajdować na nie czas i robić je dobrze. Realizować się tyle ile się da i jak często się da. Inaczej jaki to wszystko ma sens? 
Życie musi być czymś więcej niż sumą oddechów.
Od 2014 Nowa Nadzieja